Wrzos

...raz, dwa, trzy i właściwie po sesji. Właściwie, a nie praktycznie bo zostało seminarium:( Coś trzeba urodzić szybko i oddać w zamian za zal.:) Ale na to jeszcze przyjdzie pora:) Dziś korzystając z chwili wolnego, wyszperałem foty z jesieni. Wrzos wpadł pod obiektyw pod koniec listopada. Można pomyśleć: co wrzos o takiej porze robił w lesie. A no w lesie to go nie było. To taki domowy wrzos w doniczce:) Bardzo mi się podobał więc ukradłem mu trochę światła odbitego. Kilka ujęć z różnych stron... ale to  poniżej według  mnie najlepsze. Podoba mi się jak coś widzę ciekawego na pstryk, a mam świadomość, że nie wyjdzie to tak jak bym chciał i jeszcze w chwili zanim to ufocę to wiem już co dalej z tym zrobię w programie żeby było tak jak pomyślałem przed naciśnięciem spustu migawki (mam nadzieję, że ktoś zrozumie to zdanie - polonista by się pewnie załamał i cofnął mi maturę z polaka, hehe:). Tak było tym razem:


Może kiedyś wrócę w nudzie do tych kadrów i spodoba mi się jeszcze jakieś inne ujęcie... to wtedy zrobię  małą aktualizację:)
Reakcje:

1 komentarz :

  1. To zdanie zrozumiałam...choć musiałam z 3 razy przeczytać i rozłożyć na czynniki pierwsze :)
    Zdjęcie..magiczne! Wierzę na słowo, że najlepsze...bo lepszego sobie nie wyobrażam...najfajniejsza w tym wszystkim gra świateł...

    OdpowiedzUsuń

  • Obserwatorzy

  • Obsługiwane przez usługę Blogger.